Mirosław Orzechowski - galeria teatralna

Grzegorz Ciumrakiewicz

Druga strona obrazu


Trzecia: Masz jakiegoś nowego chłopaka? Powinnaś powiedzieć swojej matce.

Czwarta interweniuje od razu, ale tylko po to, żeby się nie zgodzić z Drugą: Daj dziewczynie spokój. Musi się wyszaleć. Ty też mi wszystkiego nie mówiłaś. Jakbyś mi mówiła, to bym się nigdy nie zgodziła na tego twojego gitarzystę.

Trzecia: O co ci dzisiaj chodzi?

Znowu trafienie. One w zasadzie nie rozmawiają, ale grają w okręty. Czwarta zwraca się teraz do wnuczki.

Czwarta: Ale musisz uważać, bo te pryszczate chłopaki z włosami wysmarowanymi żelem są jakieś dziwne. Zupełnie jak nie chłopaki.

Druga mówi z pełnymi ustami: Nie martw się, babciu, mój nie używa żelu.

Czwarta: To dobrze. Jak mnie Stefan malował w sześćdziesiątym trzecim...

Głos trzeciej: Znowu zaczynasz opowiadać legendy.

Czwarta: Jakie legendy?

Druga nachyla się ku Starszej kobiecie i skubie słowem zaczepnym: Kochałaś się w nim, babciu?

Czwarta podskakuje niemal na swym krześle: A niech Bóg broni! Przecież byłam już od dawna żoną twojego dziadka.

A tamta jeszcze bliżej, jeszcze przymilniej i jeszcze podstępniej.

Druga: No i co z tego. Przecież nie przestajesz czuć tych rzeczy, jak tylko zostajesz czyjąś żoną.

Czwarta ponownie odskakuje, nie, nie jak bokser, to już raczej, jak balon napompowany, z nie przewiązanym wylotem: Jakich rzeczy? Jak to przestaję czuć? Przecież kochałam twojego dziadka. Dla was, młodych to już nic nie znaczy.

Druga: Ale nie tak, służbowo, tylko naprawdę.

Kładzie się na ramieniu Czwartej.

Czwarta: Naprawdę, naprawdę, a czy ja nie kochałam naprawdę?

Odsuwa się od niej. Wchodzi Trzecia z kawą.

Trzecia: Zaraz powiesz: "Ja to byłam zgrabna. Moje siostry były nawet ładniejsze, ale żadna nie była tak zgrabna jak ja."

Czwarta reaguje, jakby tamta ją podpiekała, skwierczy niczym słonina na rozgrzanej blasze: A pewnie, że byłam zgrabna. Musiałam być zgrabna, bo by mnie przecież Stefan nie malował, nie?

Trzecia: Malarze czasem się lubują w pokazywaniu szkaradzieństw. Rembrandt na przykład namalował kobietę z brodą. Na dodatek ona jeszcze karmiła dziecko. Okropność.

Czwarta podnosi już głos na dobre: Co ty opowiadasz? Ja nigdy nie miałam brody.

Trzecia jakby jej palcem wskazującym się w oko wwiercała: Stefan niestety nie był Rembrandtem. Szkoda, bo byś przeszła do historii.

Czwarta: A ciebie nawet Stefan nie chciał namalować!


Najpierw były palice a potem widelice


Czwarta: Zmęczona jesteś?

Druga: Nie, babciu, módl się.

Więc tamta przez chwilę się modli.

Czwarta: Nie jesteś głodna?

Druga: Nie, babciu, nie jestem.

Starsza kobieta nadal się modli, ale coraz częściej oczy jej odpadają od nieba uniesień i zwracają się ku wnuczce.

Czwarta: To ja już nie wiem, człowiek tak się stara, tak się stara, a tu ani jednego ciepłego słowa od nikogo się nie doczeka. Ja chyba sobie do jakiegoś domu starców pójdę. Na wszystko odpowiadasz tylko nie i nie.

Druga rezygnuje z oporu: Dobrze, babciu, głodna jestem.

Czwarta ożywiona: To ja ci przyniosę drożdżóweczkę. Zjesz sobie. Specjalnie kupiłam drożdżóweczkę, żebyś sobie mogła zjeść, jak przyjdziesz do domu. - Przez moment wraca do modlitwy. Jakby chciała tylko dokończyć przerwaną kwestię. - A do bułeczki ci zrobię herbatę, bo niedobrze się je bez popicia. Twoja matka je i nie popija. Pewnie już ma takie wrzody na żołądku, że się wykończy. - Podnosi się ze swojego krzesła. - I aspirynę ci dam, bo pewnie jesteś bardzo zmęczona po pracy. Ja nie wiem, jak ty się mogłaś zgodzić na to, żeby tak ciężko pracować.

Druga: Ja wcale nie pracuję ciężko...

Czwarta: Co ty mówisz? Przecież widzę, jaka jesteś zawsze zmęczona po powrocie z pracy. - Staje przed Drugą, nachyla się do niej, sprawdza temperaturę i w dalszym ciągu czule przemawia. - To ja ci jeszcze banana dam do tej drożdżóweczki, bo jedna drożdżówka ci na pewno nie wystarczy. Jesteś młodą dziewczyną i musisz o siebie dbać, bo będziesz musiała kiedyś urodzić dzieci, a dla kobiety to duży wysiłek.

Druga myśli chwilę, jakby chciała zrozumieć swą babkę, potem wyrzuca: O czym ty mówisz? Chyba mi nie będziesz proponowała jeszcze zapłodnienia do tej drożdżówki, banana i aspiryny?

Nie ma w tym złośliwości, alej najzwyklejsze zdziwienie.

Czwarta: Jezus, Maria! Tfu! Jakiego zapłodnienia? No widzisz, ja bym dla ciebie chciała jak najlepiej, a ty mi tu wyskakujesz z tym zapłodnieniem. Ty byś lepiej do kościoła poszła, żeby się pomodlić.

Druga przestaje się dziwić: No dobrze, nie złość się, teraz widzę, że wszystko w normie, bo tak się rozwinęłaś ze swoimi propozycjami, że już się przestraszyłam.

Czwarta: Z zapłodnieniem mi wyskakuje, jak ja tylko chciałam jej dać drożdżówkę. Widzisz, jak mi się teraz ręce trzęsą? Już ci nie zrobię tej herbaty, bo bym jej chyba nie doniosła, tak mi się ręce trzęsą.

Wraca na swoje miejsce i pokazuje, jak jej się ręce trzęsą.

Druga uspokaja ją: Daj spokój, babciu, módl się.

Czwarta: Właśnie, tak mnie zagadałaś, że zupełnie zapomniałam, że się modliłam. I w dodatku nie pamiętam, na czym skończyłam, teraz będę musiała zacząć od początku.


Niech sczezną Homerowie


Pierwsza: Ty przecież też masz portret.

Druga: Ale nie taki ładny.

Pierwsza: To nie od miłości zależało, ale od tego, czy mu się coś udało czy nie.

Druga: Tak jak z ciążą, nie miłość tylko przypadek?

A te wiersze, które do ciebie pisał?

Pierwsza: Sama zauważyłaś, że mogły być dla kogokolwiek. Poza tym on nie umiał pisać wierszy.

Druga: Przecież mówiłaś, że jakość się nie liczy. Chciał na pewno dobrze. Wiesz co, weź go sobie. Należy ci się.

Teraz stają się już niemal przyjaciółkami. Ponad jego grobem zostają przyjaciółkami i przeciw niemu.

Pierwsza: A gdzie ja go wezmę? To już lepiej ty go sobie zachowaj. Masz blisko, będziesz mu nosiła kwiatki. Nie lubisz kwiatków?

Druga: Po co mi on? I tak się kiedyś stąd wyniosę.

Pierwsza: To wtedy niech zarasta zielskiem.

Druga: Niech zarasta.

Powtarza to mechanicznie.

Pierwsza: I niech go zeżrą robale.

Druga: Niech go zeżrą.

Do tego wzrusza ramionami.

Pierwsza: Żeby jeszcze mógł zdychać w piekle raz w tygodniu.

Druga: Dwa razy.

Kiwa głową płaczliwie i krwiożerczo.

Pierwsza: Nie przesadzaj. Raz wystarczy. Były w końcu i takie momenty, które warto wspominać.

Druga: Masz rację.

No i malował nie najgorzej.

Pierwsza: Ale wierszy dobrych nie pisał.

Druga: Nie pisał.

Pauza. Długa. Kobiety patrzą na siebie.

Kochałaś go?

Pierwsza: Tak.


Ta strona korzysta z plików cookie. Więcej informacji, na ten temat, znajdziesz tutaj.
Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają pliki cookie, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.