Mirosław Orzechowski - Lekki Teatr Przenośny dawniej

KILKA SŁÓW O LEKKIM TEATRZE PRZENOŚNYM "ERUPCJA BLASZANEJ PUSZKI"

Lekki Teatr Przenośny "Erupcja Blaszanej Puszki" to grupa ludzi młodych oraz tych, którzy młodo się czuli. Prowadzona przez Mirosława Orzechowskiego - z wykształcenia filozofa z zamiłowania artystę, skupiała przede wszystkim studentów i licealistów. Współpracowało z nimi i wspierało ich wiele instytucji. (Centrum Kultury "Zamek" w Niepołomicach, Miejski Dom Kultury w Bochni, Urząd Gminy Kłaj) Swą siedzibę miał w Targowisku, wsi w powiecie wielickim, 30 km na wschód od Krakowa. Tutaj trupa powstała w 1998 r., ale jej występy, jako że był to "Lekki Teatr Przenośny", odbywały się w wielu miejscach, między innymi w Pałacu Żeleńskich w Grodkowicach, w piwnicach renesansowych zamku królewskiego w Niepołomicach, w MDK w Bochni oraz w Krakowie (Śródmiejski Ośrodek Kultury, Centrum Sztuki Współczesnej "Solvay", Klub Studencki "Bakałarz").

Teatr miał charakter warsztatowy. W rozumieniu jego twórców znaczyło to, że proces tworzenia spektaklu nie kończył się wraz z premierą. Każdy spektakl był żywy i podlegał stałej reinterpretacji. Podobnie postacie ulegały ciągłej redefinicji. "Rosły" i nabierały doświadczeń razem z twórcami.

Ustalając swój repertuar, teatr sięgał po utwory rzadko wystawiane (jak Serenada S. Mrożka) a nawet, i to zdarzało się najczęściej, nigdy dotąd nie publikowane. Sztuki realizowane przez Erupcję to najczęściej komedie, w których elementy farsowe łączyły się z gorzką ironią i filozoficzną zadumą (Polityka w interpretacji freudowskiej, czy też nie dokończony spektakl Kurde balans, oba Stefana Bułki) albo które oscylowały gdzieś między komizmem a tragizmem życia codziennego (Szczęście, Spod latarni Grzegorza Ciumrakiewicza). Wynikało to w dużej mierze ze specyfiki teatru, który posługiwał się poetyką ludycznych zabaw i jarmarku dla przedstawienia problemów natury filozoficznej. Eksponowało się tutaj umowność teatru i samego aktorstwa. Aktorzy byli na wyciągnięcie ręki, wchodzili w interakcje z poszczególnymi widzami, a to sprawiało, że publiczność nie tylko oglądała spektakl, ale była jakby w samym jego środku. Działania aktorów nie miały jednak nic wspólnego z prowokacją. Oni raczej mrugali porozumiewawczo do oglądających spektakl, jakby chcieli powiedzieć: "My tu tylko udajemy to wszystko, rozumiecie?". A widz mógł czasem odpowiedzieć podobnym porozumiewawczym mrugnięciem. Tak było w Kurzej melodii, w znacznej części improwizowanej jednoaktówce Łucji Firganek, granej łącznie z Serenadą Sławomira Mrożka.

W ostatniej sztuce Erupcja sięgnęła po pastisz dramatu romantycznego, po Serce dziewiczej puszczy Wilhelma Włócznika. "W Sercu... widać nawiązania do romantyzmu - pisała o nim Joanna Tyka. - a nawet konkretne echa Konrada Wallenroda... Nie jest to jednak utwór, który by można postawić w jednym rzędzie z twórczością mickiewiczo-krasińsko-freudowską. To jakby bękart romantyzmu."
Po bardzo dobrym przyjęciu spektaklu przez publiczność, teatr nagle zawiesił swoją działalność. Na szczęście, dziś to już wiemy, to tylko coś jakby nurkowanie, bo w pewnym momencie znowu wypłynął na powierzchnię, tyle tylko, że w innym miejscu.


Ta strona korzysta z plików cookie. Więcej informacji, na ten temat, znajdziesz tutaj.
Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają pliki cookie, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.