Mirosław Orzechowski - galeria teatralna

Agnieszka Osiecka

"Kriss"


Tak mnie wszystko boli. Chyba umrę bez papierosa. Gdzieś muszą być papierosy. Życie jest piękne, jak ktoś ci da papierosa, żebyś się mogła zaciągnąć, aż ci dym dojdzie do kolan.

No, przecież je tu wczoraj położyłam. Nie wyżarły ich ufoludki.

Halo, czy ktoś mi może dać jednego papierosa?

Słuchaj, mamusia wcale nie była taka zła. Jak byłam mała, mama pojechała ze mną do Makowa i codziennie chodziłyśmy na sanki. Któregoś dnia wpadłyśmy do takiego strumyka. Mama napiła się wódki z malinami i nic jej nie było. Kaszlałam całą noc i mamusia nic nie mogła na to poradzić. Nie zmrużyła oka, tylko bez końca paliła światło i podawała mi najpierw syrop żółty, potem syrop biały, potem syrop sosnowy, potem wodę z cukrem, potem gorące mleko, a potem nic mi nie podawała, tylko przyszła do mnie do łóżka i kołysała mnie luli, luli. A kiedy dalej nic nie pomagało, to ustawiła poduszki w taką piramidę i mówiła, że najlepiej jest, kiedy dziecko ma wysoko. I mówiła, że jestem śliczna, bo mam rozpalone policzki i błyszczące oczy i jestem gorąca jak bułka prosto z pieca. Bardzo mi się to wszystko ko podobało, to był wielki koncert mamusi. Śpiewała mi, że na całych jeziorach coś tam, i że visy na tygrysy, i katuj, tratuj. A na drugi dzień już siedziałyśmy na saniach, a na trzeci w samolocie, a na czwarty dzień mamusia opowiadała przy brydżu, że mieć dzieci to jest cudowna sprawa, tylko w dawnych czasach, kiedy się miało służbę i tak dalej.

Wiesz, ja nie mogę bez papierosa. Jak się nie napiję, to nic. Czuję się, jak się czuje ale nic. Ale bez papierosa nie mogę. Zrozumiałabyś mnie, gdybyś nie była taka święta Krystyna.

Ale znalazłam w "Życiu Warszawy" interesujący anons: "Kulturalna pani do dziecka potrzebna od czasu do czasu." Cudne. Zwłaszcza od czasu do czasu. Jadę. Domek na przedmieściu w Pięknych Dzielnicach. Rozmowa:

"Więc tak a tak, jestem wdowcem, a także udziałowcem, dom jest ubezpieczony, a także zabezpieczony, ale jednak, jednak różni ludzie, kręcą się, mogą i psa otruć, i zamek wysadzić cichobieżnym dynamitem, poza tym dziecko dostaje kompleksów, kiedy się samo tłucze po dwunastu pokojach."

No więc jest tak: mój klawisz, pan Henio, ożeni się ze mną zaraz po wyroku, człowiek anielskiej dobroci, zastępuje mi mamkę. Żeby się ze mną ożenić, będzie musiał abdykować, ale on jest absolutnie zdecydowany. Och, cudnie.

Gzyms na pewno by miał zapałki. Ale nie ma Gzymsa. Nie ma na całym świecie żadnego Gzymsa, bo Gzyms z Gzymsową mkną właśnie na wczasy lśniącym fiatem sto dwadzieścia pięć p. Żeby tam wśród pól lśniących nad brzegiem ruczaju palić jednego papierosa za drugim.

W przedszkolu moje dni są policzone. Wczoraj wygłosiłam wykład o nauce czytania. Uważam stanowczo, że nauka czytania jest niepotrzebna. Można by podzielić ludzi na tych, co czytają, i na tych, co piszą. W naszym przedszkolu można by toczyć ciekawe eksperymenty na ludziach. Króliki są drogie i trudno je złapać. Poza tym nauczenie królika czytania, nie mówiąc już o pisaniu, to są ogromne nakłady kosztów.


Ta strona korzysta z plików cookie. Więcej informacji, na ten temat, znajdziesz tutaj.
Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają pliki cookie, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.