Mirosław Orzechowski - Lekki Teatr Przenośny dawniej

Grzegorz Ciumrakiewicz

SPOD LATARNI

tragedia rozłożona na trzy spotkania



R E Ż Y S E R I A:
Marian Surówka

A S Y S T E N T  R E Ż Y S E R A:
Joanna Tyka

S C E N O G R A F I A:
Mirosław Orzechowski

M U Z Y K A:
Ryszard Brączek

ś W I A T Ł O:
Och!Marian

K A W A:
Joanna Chudecka

A K T O R Z Y:
Ona   -   Joanna Chudecka
On   -   Andrzej Radwański
O R A Z:
Karol Chudecki, Karolina Dulemba, Wacław Ganew, Mariola Kasprzyk, Grzegorz Klejdysz, Paulina Korbut, Joanna Orzechowska, Mirosław Orzechowski, Ligia Stańczewska, Łukasz Śmiałek, Maria Śmiszek, Joanna Tyka, Katarzyna Zagól

premiera - marzec 2003

Pan kazał się wszystkim łączyć w pary. Zwierzęta zrozumiały to od razu i przystąpiły do działania, a ludzie? Ci stworzyli społeczeństwo i spieprzyli cały boski plan.

Idea dość jasna, choć częściowo wyrażona niewyszukaną odmianą języka jednej z osób dramatu Spod latarni, dramatu, który nie wiadomo, gdzie by się miał rozegrać i nie wiadomo kiedy. Może więc dawno jest już nieaktualny, a może lada moment rozegra się jego kolejna odsłona.

Możemy domniemywać nawet, że mamy do czynienia ze starym i sklerotycznym autorem, który nie może sobie przypomnieć żadnego gdzie i kiedy, a jedno czego jest pewien, to waga wydarzenia.

Prawda, że czasy są tu dokładnie wymieszane. Częściowo są to lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte, osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte dwudziestego wieku. Z opisu wynika, że rzecz dzieje się w jakimś niewielkim, zapomnianym mieście w środkowej Europie. A może wielkie i wcale nie zapomniane? Przypomnijmy sobie z niedalekiej stosunkowo przeszłości, jak szare było wszystko. Ja sam pamiętam, że po godzinie 20.00 Kraków pustoszał.

Jest jakiś hotel, jacyś z lekka już łysiejący mężczyźni, którzy spędzają dzień-dwa poza domem i szastają zaskórniakami. Na lekkoobyczajne panienki z samego centrum miasta ich nie stać, bo tamte zepsute są już przez kilku zagranicznych turystów, którzy tu zbłądzili. Stać ich jednak na propozycje Diany czy też Żanety, które urzędują (jeśli to tak można nazwać) w połowie między rynkiem a dworcem, dwoma skrajnymi punktami na pewnej skali. Co to za skala? Z jednej strony upodlenia, z drugiej nadziei.

Te spod dworca nie mogą mieć żadnej nadziei, tamtym z rynku może się wydawać, że prześlizgują się przez życie z niezłym profitem. A te spod hotelu nie marzą o wspięciu się gdziekolwiek, ale też dumne są z tej odrobiny przewagi, którą mają nad kobietami z "rykowiska", placu obok budynku dworcowego, gdzie na ławkach pijani i nieświeży mężczyźni szukają kontaktu z pijanymi i nieświeżymi kobietami, które jako że najlepsze lata mają już za sobą, nie mogą wiele dostać za swoją usługę. Chcą po prostu przeżyć do następnego dnia.

Wszystkim nam życie daje zdrowo w kość, jeżeli jednak i my możemy komuś przypieprzyć, nie jesteśmy w najgorszej sytuacji. Tak jest z Żanetą, bohaterką Spod latarni. Ona również z pogardą odnosi się do kobiet spod dworca, które są już wyłącznie kopane.

Drugi bohater jest jakby człowiekiem z innego świata. Nie, nie ma po sześć palców u rąk, jak i nie ma wokół niego żadnej zielonkawej poświaty. W odmiennym sensie jest to świat "inny". Każdemu z nas przypisane są miejsca do przebywania i ludzie do kontaktu. Jeśli spotykamy kogoś, kogo nie powinniśmy w miejscu, w którym nie powinniśmy się znaleźć, dziwne się zrazu mogą rzeczy wydarzyć.

Tak też On - logik - spotyka - handlującą uciechą fizyczną. I co?

Pan kazał im wszystkim łączyć się w pary, a ludzie stworzyli społeczeństwo i spieprzyli cały boski plan.

Ile w tych dwojgu jest boskości (dokładniej: boskiego szaleństwa miłości), a jak silne są w nich ludzkie nakazy społeczne, aby poprawić boski zamysł i jeśli już mają być pary, to były one przynajmniej solidnie dobrane? Proponuję zobaczyć, a przy okazji zastanowić się nad ilością wspomnianego pierwiastka boskiego w nas samych.

Sztuka Ciumrakiewicza przeznaczona jest dla ludzi dorosłych, ale nie dlatego, że jej bohaterka używa języka dalekiego od wzorców uznanych za literackie. Jako reżyser spektaklu obawiam się jednak, że osoby niedojrzałe emocjonalnie i intelektualnie mogą ograniczyć się w rozumieniu tej sztuki wyłącznie do tej warstwy słownej.

Marian Surówka

Ciumrakiewicza

proces dramato-twórczy.

Przyszłym Eurypidesom

ku nauce i pokrzepieniu


To było w czasach, gdy dopiero marzył o dramatopisarstwie. Wcześniej zajmował się tylko poezją i miał już w swoim dorobku kilka ładnych wersów, ale to dramat, jego rozbudowana i precyzyjnie uporządkowana struktura, zawsze pociągał go najbardziej. W ciasnej formie wiersza nigdy nie potrafił wypowiedzieć się w pełni. Pisał, pisał, pisał wciąż nowe, a i tak co noc zasypiał z ciężkim uczuciem niespełnienia.

1. Sen

W tym okresie dręczył go pewien sen... Wyda się wam może żenujący, nawet obrzydliwy, proszę jednak o wyrozumiałość - w końcu nikt z nas nie może odpowiadać za chore fantazje swojego umysłu. Śniło mu się, że jest w Grecji. Jakieś pięćset lat przed Chrystusem. W olbrzymim teatrze pod gołym niebem ogląda wspaniałe, porywające przedstawienie. Właśnie chór bachantek porwał na strzępy niewiernego Penteusza, wracają teraz w tryumfalnym, dzikim orszaku z jego matką, Agawe, na czele. Tymczasem z okrutną wieścią o dzieciobójstwie czeka już na nią Kadmos. Zaraz jej powie, zaraz spadną łuski szaleństwa z oczu nieszczęsnej, zaraz matka przeżyje swoją tragedię... Tak w każdym razie być powinno. Ale to nie dramat, to sen. Zamiast Agawe na orchestrze nieoczekiwanie staje sam śniący. Tuż obok niego - dwaj dostojnicy w odświętnych szatach. Sofokles i Eurypides. Dekorują ich... nie, to przecież on, Ciumrakiewicz, otrzymuje laur pierwszeństwa. Burza oklasków, krzyki, skandowanie: "Cium-ra-kie-wicz! Cium-ra-kie-wicz! Cium-ra..." Och, cóż za radość, rozkosz, euforia! I nagle - zgrzyt. Pojedynczy głos wybija się z tłumu: "To pokaż nam swoją tragedię!" Inni podchwytują i głos natychmiast potężnieje, dudni, ogłusza. Teraz wszyscy jak jeden mąż krzyczą: "To pokaż nam swoją tragedię! Pokaż nam swoją tragedię!" "Ale ja... ja... nie napisałem jeszcze... ja chciałem, chcę, ja na pewno napiszę tragedię, ale... To jakaś pomyłka!" - mętnie tłumaczy się nasz Ciumrakiewicz, gdy tłum widzów wrzeszczy i wyje. Chociaż... nie, to już nie są widzowie, to oszalały tłum dzikich bachantek: "Pokaż tragedię! Chcemy tragedii! tragedii! tragedię! tragedię..."

...

2. Poetycki szał

Zawsze po takiej nocy od razu, jeszcze zlany potem, nieprzytomny ze strachu, siadał do biurka z twardym postanowieniem napisania... no, jeśli nie tragedii, to w każdym razie porządnego dramatu. Cóż, gdy efektem każdej takiej próby były - nowe wiersze! Z tą tylko różnicą, że gdy dramat miał być tragiczny, powstawały wiersze łzawe, a gdy komediowy - lekkie i frywolne. Najgorzej, jeśli dramat miał być naprawdę duży. O, wtedy powstawało naprawdę dużo wierszy.

Zdarzyło się wreszcie tak, że po którejś męczącej nocy i poetyckim szale poranka Ciumrakiewicz nagle przestał pisać. Zabrakło mu... nie, nie weny twórczej, bynajmniej. Zasoby tejże zdawały się wprost nieskończone (prawie jak polskie zadłużenie po rządach Wielkiego Edka). Zabrakło po prostu papieru. Śmieszne? No tak, ale dziwnego nic w tym nie ma. Już od najmłodszych lat tłuką nam przecież do głowy, że wielka poezja jest wieczna, gdy rzeczy codziennego użytku, niestety, nie. Ale wyobraźcie sobie, drodzy państwo, że to absurdalne zdarzenie stało się punktem zwrotnym w życiu naszego autora. Po raz pierwszy od dłuższego czasu spojrzał wtedy krytycznie na swój tak zwany dorobek literacki. A właściwie tylko próbował spojrzeć, bo okazało się to niełatwym zadaniem. Kilkadziesiąt zeszytów, stosy luźnych kartek, dwie rolki papieru toaletowego (niebywałe marnotrawstwo, prawda?), trzy opakowania serwetek stołowych. Wszystko pokryte drobnym maczkiem poezji. "Cokolwiek tam jest napisane - pomyślał, - na pewno nie jest to dramat. Trzeba się zabrać do tego inaczej. Z poezją koniec, finito, the end!" No proszę, okazuje się, że prozaiczny brak papieru może stać się bodźcem do błogosławionych decyzji.

3. Wzorem wielkich

Grunt to solidne przygotowanie teoretyczne. Ciumrakiewicz, wstąpiwszy na dramatopisarską ścieżkę, na kilka dni zaszył się w bibliotece. Przeczytał stosy poradników dla młodych pisarzy, dzienniki poczytnych dramaturgów, wszystko, co w jakikolwiek sposób wiązało się z hasłem 'dramat'. Etap drugi - ćwiczenia praktyczne. W poczuciu dobrze spełnionego obowiązku ponownie usiadł za biurkiem. Tym razem zadbał o wszystko: ryza papieru formatu A4, wieczne pióro marki Parker, paczka kubańskich cygar, mocna kawa ze świeżo zmielonych ziaren. Kawy nie cierpiał, a cygaro miał w ustach może dwa razy w życiu, ale chciał, żeby wszystko było dokładnie tak, jak w dziennikach doświadczonych pisarzy. Ujął więc pióro z głębokim namysłem, westchnął, ziewnął, poprawił się na krześle, raz i drugi, łyknął kawę, zapalił, znowu kawa, cygaro, kawa, otworzył okno, zamknął okno, usiadł na kanapie, potem na fotelu, w kuchni, w łazience, na balkonie, zrobił kilka ćwiczeń, włączył muzykę, klasyczną, później jazz, odgłosy natury, radio, telewizor, odkurzacz, wyłączył wszystko, rozpłakał się... zasnął. Na drugi dzień było podobnie: ani dramatu, ani nawet wiersza, jednego wersu, rymu - nic.

4. Młodzi

Miesiąc podobnych zmagań i stwierdził: "Nie, sam nie dam rady. Muszę znowu wprowadzić się w twórczy nastrój. Może by spróbować w środowisku takich jak ja, młodych twórców?" Tak zaczął bywać w literackich i pseudo-literackich lokalach. Po kilku tygodniach conocnych nasiadówek do piątej przy podłym piwie i psychodelicznej muzyce poczuł się wreszcie jednym z grona miejscowej bohemy artystycznej. A kogóż tam nie znajdziesz, w tej bohemie! Notoryczny samobójca, któremu w krytycznym momencie zawsze, co-za-złośliwość-losu, ktoś przeszkodził; doktor fizyki molekularnej, który rzucił uniwersytet i sprzedał wszystko dla półrocznego rejsu i który żył potem ze skupu pustych butelek i makulatury; dziewiętnastoletnia anarchistka o prawicowych poglądach i hippisowskiej przeszłości; Rosjanin, który każdą znajomość zaczynał od śpiewnego: "Pożycz-no-brat'ku-kilka-goroszy"... A każdy z plikiem jeszcze ciepłych wierszy pod pachą. Powietrze zwykle aż gęste było od dymu i wybujałych ambicji młodych autorów. Z jednego stolika do drugiego raz po raz dobiegały urywki płodów literackich, to wymruczane ledwie słyszalnym głosem, to wykrzyczane wprost w ucho przygodnego słuchacza.

5. Mała stabilizacja

W tak twórczym towarzystwie Ciumrakiewicz nie mógł sobie pozwolić na niemoc. Niepłodność literacka była 1) grzechem; 2) wstydliwą przypadłością, powiedzmy - czymś w rodzaju opryszczki na intelekcie; 3) wilczym listem w lokalach artystyczno-literackich. Cóż było robić? Pełen wewnętrznych lęków, że znowu się nie uda, sięgnął po pióro po raz kolejny. Na szczęście tym razem Muza była bardziej łaskawa. Nie tylko nie miał już problemów z przelewaniem myśli na papier, ale szybko doszedł do niebywałej wprawy w swoim rzemiośle. Był jak wulkan, pisał bez przerwy, choć, ze względu na specyfikę miejsc, w których przebywał - rzadko na trzeźwo. Z piwa, wódki, trawy, próbował przerzucić się nawet na środki mocniejsze gwoli twórczego eksperymentu (czytał wtedy dobrego Witkasia), eksperyment jednak nie powiódł się - prócz koślawych liter jego pisarstwo nie zyskało nadzwyczajnych walorów. Stale prowadził szalenie mądre tudzież mądrze brzmiące dysputy z anarchistką i samobójcą, a z Rosjaninem i eks-doktorem pławił się w słodkich oparach samouwielbienia. Dawny koszmar wszakże powrócił. "Jest nieźle" - mawiał, choć nie miał wątpliwości, że to nieprawda. "Tworzę" - z dumą powtarzał sobie, lecz w głębi duszy wiedział, że ta twórczość jest bezwartościowa. Osiągnął stan "małej stabilizacji" - jest jak jest, gorzej nie będzie, na poprawę widoków nie ma. Słowem: pat.

Gdy nie można wzbić się w górę ani zejść w dół, by odbić się od dna, pozostaje tylko modlić się o cud. Ciumrakiewicz miał fart. Nie modlił się, a jednak dostąpił czegoś w rodzaju objawienia.

6. Objawienie

Było to tak. Siedział kiedyś przy oknie, przeżuwał swą pustkę wewnętrzną i patrzył bezmyślnie na miasto. Z okna rozciągał się widok całkiem zwyczajny: park, ławki, latarnia, w dole ulica. Z kawiarni pod mieszkaniem dobiegał gwar ludzi. Wąskie, parkowe uliczki przecinali ostatni, spóźnieni przechodnie. Jakaś para z wózkiem, chłopak z psem na smyczy, kilku amatorów taniego alkoholu i równie tanich spódniczek. Ci ostatni prowadzili właśnie wrzaskliwą dysputę w nader niewyszukanym języku na temat zależności męsko-damskich. Jeden obrzucał mięsem ród kobiecy w ogóle, drugi - tylko jego zamężną część. Wystarczyło usłyszeć choćby strzępek tej "rozmowy", by skrzywić się z niesmakiem i uciec jak najdalej, najlepiej pod ciepłą pierzynę w objęcia czułej żony. Ciumrakiewicz jednak, który przecież słyszał ze swego okna całość, odejść nie mógł i nie chciał. Coś przykuwało go do miejsca, paraliżowało jego ruchy i wolę. Nazajutrz powrócił na swoje stanowisko i znowu słuchał jak zahipnotyzowany, z rosnącym obrzydzeniem i ciekawością. Wkrótce poznał obyczaje i protagonistów nocnego życia parku za oknem - ciemny światek pijaczków, kanciarzy i służących swym ciałem panienek. Ten świat, zupełnie mu dotąd obcy, zafascynował go nagle jako odległa kraina baśniowa. Wydawało mu się, że to bajkowe "za górami, za lasami..." urzeczywistnia się tuż za jego oknem. (Tak to bywa, gdy zamyka się w czterech ścianach i marzy nad książką o platońskiej episteme.) To właśnie wtedy zaczęła w nim kiełkować myśl, by ten nierzeczywisty (o, naiwności ludzka!) świat przelać na papier, zamknąć w formie upragnionego dramatu. Uzmysłowił sobie naraz, że ani skrupulatna lektura dzieł już powstałych, ani filozoficzne dyskusje nad piwem, nie dadzą mu tego, co ofiarować może ulica, zwykłe życie szarych ludzi. To tutaj jest prawdziwe siedlisko tematów na dramat.

Usiadł znowu za biurkiem i zaczął:

ONA: Nieźle jest, co? To znaczy, pogoda. Może już nie będzie lało. Z hotelu?

ON: Słucham? Pani mówi do mnie? Nie. Nie z hotelu.

ONA: Ale nie stąd? Nigdy cię tu nie widziałam. Ja umiem poznać, kto stąd, a kto nie.

Eufemia Rajfura



Ta strona korzysta z plików cookie. Więcej informacji, na ten temat, znajdziesz tutaj.
Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają pliki cookie, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.