Mirosław Orzechowski - galeria teatralna

Grzegorz Ciumrakiewicz

SPOD LATARNI

tragedia rozłożona na trzy spotkania



R E Ż Y S E R I A,  S C E N O G R A F I A:
Mirosław Orzechowski

M U Z Y K A:
Ryszard Brączek

A K T O R Z Y:
Ona   -   Joanna Chudecka / Anna Wilińska
On   -   Jacek Jasiok / Andrzej Radwański / Dawid Szarafiński

premiera - marzec 2003, październik 2015

Pan kazał się wszystkim łączyć w pary. Zwierzęta zrozumiały to od razu i przystąpiły do działania, a ludzie? Ci stworzyli społeczeństwo i spieprzyli cały boski plan.

Idea dość jasna, choć częściowo wyrażona niewyszukaną odmianą języka jednej z osób dramatu Spod latarni, dramatu, który nie wiadomo, gdzie by się miał rozegrać i nie wiadomo kiedy. Może więc dawno jest już nieaktualny, a może lada moment rozegra się jego kolejna odsłona.

Możemy domniemywać nawet, że mamy do czynienia ze starym i sklerotycznym autorem, który nie może sobie przypomnieć żadnego gdzie i kiedy, a jedno czego jest pewien, to waga wydarzenia.

Prawda, że czasy są tu dokładnie wymieszane. Częściowo są to lata sześćdziesiąte, siedemdziesiąte, osiemdziesiąte i dziewięćdziesiąte dwudziestego wieku. Z opisu wynika, że rzecz dzieje się w jakimś niewielkim, zapomnianym mieście w środkowej Europie. A może wielkie i wcale nie zapomniane? Przypomnijmy sobie z niedalekiej stosunkowo przeszłości, jak szare było wszystko. Ja sam pamiętam, że po godzinie 20.00 Kraków pustoszał.

Jest jakiś hotel, jacyś z lekka już łysiejący mężczyźni, którzy spędzają dzień-dwa poza domem i szastają zaskórniakami. Na lekkoobyczajne panienki z samego centrum miasta ich nie stać, bo tamte zepsute są już przez kilku zagranicznych turystów, którzy tu zbłądzili. Stać ich jednak na propozycje Diany czy też Żanety, które urzędują (jeśli to tak można nazwać) w połowie między rynkiem a dworcem, dwoma skrajnymi punktami na pewnej skali. Co to za skala? Z jednej strony upodlenia, z drugiej nadziei.

Te spod dworca nie mogą mieć żadnej nadziei, tamtym z rynku może się wydawać, że prześlizgują się przez życie z niezłym profitem. A te spod hotelu nie marzą o wspięciu się gdziekolwiek, ale też dumne są z tej odrobiny przewagi, którą mają nad kobietami z "rykowiska", placu obok budynku dworcowego, gdzie na ławkach pijani i nieświeży mężczyźni szukają kontaktu z pijanymi i nieświeżymi kobietami, które jako że najlepsze lata mają już za sobą, nie mogą wiele dostać za swoją usługę. Chcą po prostu przeżyć do następnego dnia.

Wszystkim nam życie daje zdrowo w kość, jeżeli jednak i my możemy komuś przypieprzyć, nie jesteśmy w najgorszej sytuacji. Tak jest z Żanetą, bohaterką Spod latarni. Ona również z pogardą odnosi się do kobiet spod dworca, które są już wyłącznie kopane.

Drugi bohater jest jakby człowiekiem z innego świata. Nie, nie ma po sześć palców u rąk, jak i nie ma wokół niego żadnej zielonkawej poświaty. W odmiennym sensie jest to świat "inny". Każdemu z nas przypisane są miejsca do przebywania i ludzie do kontaktu. Jeśli spotykamy kogoś, kogo nie powinniśmy w miejscu, w którym nie powinniśmy się znaleźć, dziwne się zrazu mogą rzeczy wydarzyć.

Tak też On - logik - spotyka - handlującą uciechą fizyczną. I co?

Pan kazał im wszystkim łączyć się w pary, a ludzie stworzyli społeczeństwo i spieprzyli cały boski plan.

Ile w tych dwojgu jest boskości (dokładniej: boskiego szaleństwa miłości), a jak silne są w nich ludzkie nakazy społeczne, aby poprawić boski zamysł i jeśli już mają być pary, to były one przynajmniej solidnie dobrane? Proponuję zobaczyć, a przy okazji zastanowić się nad ilością wspomnianego pierwiastka boskiego w nas samych.

Sztuka Ciumrakiewicza przeznaczona jest dla ludzi dorosłych.

Marian Surówka



Ta strona korzysta z plików cookie. Więcej informacji, na ten temat, znajdziesz tutaj.
Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają pliki cookie, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.