Mirosław Orzechowski - galeria malarska - "widoki Lwowa"

Kolekcja obrazów z Lwowa powstała w sierpniu i wrześniu 2003 roku. Obejmuje trzydzieści rysunków pastelą olejną na papierze oraz kilkanaście rysunków ołówkiem. Prace te pokazane zostały na wystawie zatytułowanej "Lwów - barwy nostalgii" w Muzeum Fischera w Bochni w listopadzie 2003 roku oraz w Pałacu Żeleńskich w Grodkowicach na wystawie "Wiedeń-Kraków-Lwów" (lipiec-sierpień 2004).

Lwów - barwy nostalgii

Gdyby mnie ktoś zapytał - "Jak to się stało, że w tak krótkim czasie stworzyłeś tyle obrazów?" - wskazałbym na inspirację muzyczną. Codziennie umawiałem się bowiem na starym mieście we Lwowie z pewną śpiewaczką - Antoniną Kokszar, dla której jest to miasto dzieciństwa, a ponieważ ona, jako artystka, czas traktuje z dużą swobodą i zwykła się spóźniać dwie, trzy godziny, miałem mnóstwo czasu na stworzenie ogromnej ilości obrazów i szkiców, zanim ona zaczęła rozmowę od swojego śpiewnego - "Wiesz, wyszłam prawie o czasie, ale..."

Zastanawiałem się, co jest we Lwowie takiego, że tyle ludzi przez całe dziesięciolecia nie może o nim zapomnieć. Teraz już wiem i obawiam się, że zaciąży to na moich następnych dziesięcioleciach.

Kiedy słuchałem przedtem piosenek Mariana Hemara, wydawały mi się miłe w odbiorze, może trochę zbyt tęskne. Dziś po całych dniach mogę ich słuchać i tak, jakbym chodził po tym mieście, już nie jak turysta czy jak facet z blokiem rysunkowym, ale jak młody i zakochany.

A oto wiersz Pawła Jaroszki o Marianie Hemarze:

Jeden znam sposób na to, żeby zrobić z kogoś poetę,
urodzić go po prostu we Lwowie
(niedostępne dla niektórych, niestety),
potem wysyłać w co raz to nowe miasta,
niech go tęsknota dotyka,
on zaś w każdym słowie
i w każdym miejscu poczuje się obco,
z czego najtkliwsza wyrasta liryka.

W porównaniu z Edynburgiem, który malowałem dwa lata temu, Lwów jest niezwykle barwny. Aż czasem trudno uwierzyć. W tynkach tego miasta jest skondensowane ciepło, nie ciepło wypacykowanych bogatych miast, ale ciepło przeszłości.

Jeszcze jedna jest wyższość Lwowa nad naszymi wszystkimi miastami. Można tu usiąść na krawężniku i malować, bez obawy, że niczego się nie zobaczy zza szeregów samochodów, a sto metrów od rynku można znaleźć miejsce, gdzie sporadycznie tylko będą przechodzić ludzie, skoro zaś sporadycznie, to zauważycie się nawzajem i uśmiechniecie do siebie.

Poza tym, oczywiście, można spotkać wiele samochodów marki BMW z przyciemnionymi szybami. Tutaj nie ma się do kogo uśmiechać.

Mirosław Orzechowski



Ta strona korzysta z plików cookie. Więcej informacji, na ten temat, znajdziesz tutaj.
Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają pliki cookie, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.