Mirosław Orzechowski - Lekki Teatr Przenośny dawniej

Ewa Wickiemicza

Serce dziewiczej puszczy

tragedia opowiedziana przez starego bajarza z okolic Kłaja

postacie tragedii:

Dziewica 1
Dziewica 2
Dziewica 3
Dziewica 4
Prześladowca 1 (Kamrat z Waleń rodem)
Prześladowca 2 (Negatywo-krzyżak 1)
Prześladowca 3 (Negatywo-krzyżak 2)
Głos cierpiącej lub cierpiącego
Stary wieszcz

miejsce tragedii:

Puszcza dziewicza w okolicach Kłaja

czas tragedii:

Głębokie średniowiecze



P I E Ś Ń   1


Stary wieszcz

Na co ona się zgodzić nie może, już pierwej
W głębię pobliskiej rzeki z urwiska się rzuci,
A jako iże właśnie mamy średniowiecze,
Będzie to ciek rozlewisk pełen i zdradliwy.
Wiry tam i bagniska. Ani chybi, zginie.

A oni dalej jadą nadęci, patataj.
Nic sobie z tej tragedii szlachetnej dziewicy
Nie robią, ale przeciw oraz na jej zgubę
Konie męczą i tyłki odparzają sobie.

Jest takoż wśród jadących jeden co szczególnie
Perfidnym się odznacza wyglądem i pełnym
Jakiegoś okrucieństwa wzrokiem. Mówią tamci
Do owego z niemałą atencją i hełmy
Strusimi obsadzone piórami zdzierają
Ze łbów gdy widzą postać jego już z daleka.
Rzekłbyś, że im przewodzi, chociaż przecie oni
Starsi a on wydaje się jak kruchy młodzik.

Kimże jednak ten człowiek tak niepospolity?
Jest to Zdenek z Walenia rodem, który przecie
Do zakonu wstępując przyjął imię Kamrat.
Wśród ludu jest opowieść, że od urodzenia
Był dzieckiem upierdliwym niezmiernie, więc matka
Pod progiem kroblamskiego go rzuciła zamku,
A on tak się wydzierał i w bramę kołatał,
Aż niejednego strasznie strwożyło to brata,
Że wreszcie dla świętego spokoju wpuścili
Do środka go rycerze. Od tego zaś czasu
Zakon zaczął upadać, a żaden znaczniejszy
Gość do jego stolicy zawitać już nie chciał.

On ci właśnie, ten Zdenek, miał słabość do kobiet,
A do dziewic szczególnie, stąd zyskał przydomek
Smoka Dziewicożercy (podobnie poczwarze,
Która pode wawelskim mieszkała pagórem).
Z piskiem też się dziewice w najdalsze zakątki
Bliskiej puszczy dziewiczej oddalały, aby
Przede złym swój uchronić dobytek dziewczyński.
Historia, którą tutaj przed wami opowiem
Dotyczyć będzie właśnie jednej z uchodzących
Przed pohańbieniem szpetnym grup kobiet przygiętych
Pod jarzmem ich dziewictwa i ciężkiego wianka.

Dziewica 1

Prędzej siostry, albowiem zdaje mi się jakobym koński oddech na plecach czuła.

Dziewica 2

I ja to mniemam, że jeśli nie wydłużymy kroku, coś złego stać się może.

Dziewica 3

Ja się tak zastanawiam, przed czym my uciekamy., Przecie nawet ty, najdoświadczeńsza z nas wszystkich, nie zaznałaś owego zła, o którym tyle rozprawiasz.

Dziewica 2

Ale inne siostry zaznały, co sprawiło, że dokonała się w nich fizyczno-ideologiczna przemiana, że wiarę utraciły. Duch w nich umarł.

Dziewica 3

Co ty też mówisz. Można to żyć bez ducha? A przecie one nie pomarły od razu. Natrafiwszy na mniej okrutnych, żyły z nimi lat wiele.

Dziewica 1

Można żyć pohańbioną, jednakowóż należałoby taki stan zwierzęcą egzystencją nazwać. Pospieszcie się, aby nie trzeba było owego na sobie doświadczyć.

Dziewica 4

Już nie mogę iść dalej. Słabość mnie napada. Idźcie same, siostry, ratujcie się, ja tu chyba zostać muszę. Ciężarem dla was tylko będę w drodze do serca dziewiczej puszczy.

Dziewica 2

Nie zostawimy cię siostro, aby ta zgraja rozbójników opadła cię niczym sfora wilków i uczyniła, co wilcy czynią niewinnym owieczkom.

Dziewica 1

Hola, nadstawmy uszu, albowiem jakowyś tętent głośny słyszę z niedaleka. Możesz to być, aby owi złoczyńcy po naszych śladach aż tutaj, do dziewiczego lasu dotarli?

Dziewica 2

Ukryjmy się lepiej w zaroślach. Może mimo nas przejadą.

Stary wieszcz

Patataj i patataj słychać coraz głośniej,
A w chwilę potem trzech dociera z owych
Negatywo-krzyżaków na środek polany.
A jeden to uprzednio przeze mnie wspomniany
Zdenek co z Waleń rodem, najbardziej krzyżacki,
Jako pieśń gminna niesie przerażającymi
Słowami, chociaż czasem aż trudno dowierzać
Bajarzom, co dowodów nie dają twierdzeniom.

Kamrat z Waleń rodem

Widzę towarzysze, że strach was opadł, kiedy tylko w ów tajemniczy zakątek wjechaliśmy. Patataj, patataj. Pot na waszych czołach dostrzegam a łzy spływające po policzkach.

Negatywo-krzyżak 1

Gdzie tam, mistrzu nasz, to rosa, co pada z gałęzi, które twarze nasze tną niemiłosiernie, gdy tak za tobą gnamy przez ów las. Wierzaj mi, to nie pot ani też łzy rozpaczy czy też strachu. Patataj. Patataj.

Negatywo-krzyżak 2

Musisz jednak przyznać, bracie nasz i przewodniku, że w średniowieczu tyle dziwacznych rzeczy się dzieje, jako to taniec świętego Wita, burza z piorunami czy też alchemiczne doświadczenia z preparatem utylizującym rynsztokową ciecz. Patataj. Patataj.

Kamrat z Waleń rodem

To postęp, bracie, świat idzie do przodu, gdy my tutaj nieobeznane z onym poganki po kniei gonimy, aby im uświadomienie nieść. Patataj. Bałwochwalstwo ich i kult dziewictwa zdusić musimy właśnie w imię postępu. Naprzód! Patataj! Patataj!

Negatywo-krzyżak 1

Prowadź nas zatem, a my okrutnym narzędziem, które zawsze przy sobie nosimy, bić będziem, gdzie popadnie. Patataj. Patataj.

Kamrat z Waleń rodem

Nie o to chodzi, aby jak popadnie, ale przemyślenia nam trzeba i rozwagi, chociaż i na zawziętości zbywać wam nie powinno. Boże, co ja mówię?

Negatywo-krzyżak 2

Tacy właśnie chcemy być, na tobie się wzorując. Patataj. Patataj. Patataj.

Stary wieszcz

I ze sceny pół stępem, pół kłuso-galopem
Zjeżdżają. Nim się jednak na powrót zagłębią
W puszczy gęstwę, jakoweś westchnienie dolata
Ich, chociaż przecie nie wiadomo, czyje.

Głos cierpiącej lub cierpiącego

A niech cię, szczypawo stara! Złym będąc się dorobisz przewodnictwa w stadzie tych hartów, co polują, kiedy ja tu cierpię przez me niespełnienie. Znasz mnie przecie, wiesz przecie, co ja mam na myśli.

Negatywo-krzyżak 1

Bracie to głos proroczy. Widzę, żeś naznaczon jakimś wielkim naznaczeniem. Przyznam się, że i ja to zawsze w tobie postrzegałem. Aleś ty bracie zbladł, co widać mimo półmroku w lesie panującego.

Kamrat z Waleń rodem

Nic to. Okrutność nagła we mnie wezbrała. Wszakem negatyw nad negatywy i obce mi są uczucia ludzkie. Czyńmy, co nam wypada, nawracajmy niewiernych a przede wszystkim niewierne.

Negatywo-krzyżak 2

Nie, nie! Wracajmy bracie do zamku, bo na pewno czeka nas tam jakaś ważna nowina. To ja ci mówię, jakem stary rycerz naszego zakonu. Patataj. Patataj.

Stary wieszcz

Lecz on jakby nie słyszał, jakby był w oddali,
Jakby wzniósł się w powietrze ów człowiek ze stali.

Kamrat z Waleń rodem

Chodźmy, nie mitrężmyż czasu. Wiele przed nami czynów do spełnienia. Patataj. Patataj.

Stary wieszcz

Miał Zdenek jednak słabość nad słabości,
Nie to że łotr był i nie to, że łupił,
Lecz jednak w melancholii ginął, gdy się upił
I jakoś cienko śpiewał przy odgłosie lutni.
Aż bracia takoż pod jego wieżycą
Się zbierali, by w erotycznych marzeniach się gubić.
I jakoś rozmiękczało to ogólną krzepę
Oraz ochotę zwykłą grzechu i rabunku,
Przez co też coraz częściej tonęli we trunku,
Marzyli o miłościach i rzeczach niewinnych,
Zrazu też z okrutników zmieniali się w innych,
Uczuciowych, wrażliwych. Szeregi topniały,
Gdy jednak o rzemiośle pojęcia nie miały
Rycerskie, mocne ręce innym niż wojenne,
Więc zapadali szybko jak w grunty bagienne
We wszelkie niedomogi fizyczno-społeczne.
Ale powróćmy w puszczy ostępy odwieczne,
Gdzie dziewice z kryjówek się wydobywają.

Dziewica 3

Słyszałyście przecie, siostry, że owi okrutnicy zbierają się, aby odejść z ziem naszych. Będziemy się mogły wkrótce po domach rozejść.

Dziewica 1

Nie wierzycie chyba w to, żeby nas całkiem przestali napastować. Znam ja te czarne charaktery i czarne płaszcze je okrywające, których żaden biały krzyżyk, choćby najmisterniej wyhaftowany odblaskowymi cekinami, rozjaśnić nie zdoła. Ja powiadam, że trzeba nam w głąb owej puszczy dziewiczej, aby bronić naszego najcenniejszego klejnotu. Mnie zaufajcie, nie owej młódce.

Dziewica 3

Cóż nam po owym klejnocie, choćby najmisterniejszym, gdy w środku dzikiej kniei go zakopiemy i nikt go nie dostrzeże aż do czasu, kiedy zgnuśnieje on do tego stopnia, iże nawet przekupstwem nie nakłonimy nikogo, aby go obejrzał czy dotknął.

Dziewica 1

Młoda jeszcze jesteś, siostro i nie wiesz, że klejnot dla niego samego ma wartość, a nie dla jakiegoś oglądania. Z częstego oglądania kamienie szlachetne mętnieją i tracą na wartości.

Dziewica 3

Powtarzam wam, cóż kamieniom drogocennym z przejrzystości, gdy w ciemnicy mają być trzymane.

Dziewica 4

Słabnę, siostry, i uciekać nie mogę. Już chyba do zagrody mojej ubogiej powrócę, aby stawić czoło przeznaczeniu.

Dziewica 1

Widzisz? Twoją jest to winą, że duch mięknie w onej niewieście. Te wszystkie twoje nowomodne idee ku zgubie powszechnej prowadzą. Lepiej zamilknij i idź dalej z nami, albo goń za chłopami z ich brudnymi myśli, goń za nimi, aby cię zbrukali, jako też innym już poczynili.

Głos cierpiącego lub cierpiącej

Wy tu się zastanawiacie, deliberujecie, gdy ja od niespełnienia umieram.

Dziewica 1

Dlaczegóż to!

Dziewica 2

      Och!

Dziewica 3

            Któż to!?

Dziewica 4

                  Gdzież to!?

Głos cierpiącego lub cierpiącej

Jedna z waszych za młodu wylana
Wraz z kąpielą w cudzoziemską stronę,
Wróci tutaj jako morska piana,
I przed wami stanie kapłonem.

Dziewica 2

Wieszcz to jakiś, czy pijak się błąka.
Ze słów wnoszę, że nieźle nalany.
Między drzewa popatrzcie, jak mu się odbija
Gorzałką wypitą z rana.

Dziewica 3

Lecz jednak słowa jego wieszczą dziwne sprawy.
Jeśli jest w nich coś z prawdy, to niezłe zabawy
Nas czekają tu rychle.

Dziewica 1

Dostrzec w tobie można znaki zguby i duszy zaprzedania. Siostro! Opamiętaj się jeszcze. Zatłuczmy pijaka. W stowarzyszeniu tajnym się zjednoczmy, aby więcej już słowa sprośnego nie wyrzekł. W imię cnoty i ratowania czystości zakatrupmy gada.

Dziewica 2

Jakże to, po toż jesteśmy w tej odludnej stronie,
Aby czystość swą stracić w czystości obronie?

Dziewica 1

A czyż można inaczej? Czyście spodziewały
Się tutaj tylko zysków, bez drogi poświęceń?

Dziewica 3

To ja pierwszego zwołam i nie chcę już więcej
Przysięgą życia trudzić i wdychać powietrza,
Które morowa baba kucając zatruwa
I czka, jak powieść głosi, poza węgłem chałup.

Dziewica 1

Zmilknij! Samaś nieczysta. Uchodźmy co żywo,
Bo ta niedobra wieszczba złe przyniesie żniwo.

Głos cierpiącego lub cierpiącej

Kapłon, kapłon was będzie nie chłop ścigał żywy
I cios zada boleśny, bowiem obraźliwy,
Jeśli wcześniej go same sobie nie zadacie.

Dziewica 1

O! Nie słuchajcie głosu owego, ale uciekajcie najprędzej w głąb puszczy dziewiczej.

Stary wieszcz

Uciekają dziewice usłyszawszy ową
Przepowiednię tajemną i nietuzinkową,
Ale nie jest to owo dawne i pospólne
Uciekanie, co zgodne w ostatecznym celu,
Ale cierpiące wiele, rozdarte na czworo,
Jako to szmata rozdarta na wietrze,
Którą przed wojskiem noszą i po której widać,
Że wielu nieprzyjaciół ręce wyciągało
Bezbożne, aby zbrukać i ze drzewca zedrzeć.
Ale popatrzcie! Jedna zatrzymuje kroku.

Dziewica 2

Czy lepiej już uczciwie zbrukać swe nazwisko,
Czy nieuczciwie raczej zachować swą czystość?
Czy jest możebne, aby przede stwórcą stanąć
I powiedzieć: "Wybrałam, a com uczyniła,
To aniołów twych godne", gdy mnie jakaś siła
Pcha w strony podejrzane oraz niewygodne
Pod moralnymi względy, nie gonię żywiołu
I w wodę nie zapadam i znów się nie zrywam,
Jednakże w sobie, w głębi takie coś posiadam
Jako stolcową kiszkę, kwasy żołądkowe,
Nerki, a nade wszystko... by powiedzieć... odbyt.
Jakże w takich warunkach mam pozostać czystą.

Dziewica 1

Zgrupujmy się, siostry pod naszymi sztandary i wydajmy walkę w obronie najświętszych ideałów, a kto przeciw nam wystąpi, niechaj zgnije w lochach najgłębszych. To sobie przysięgnijmy. A przeciw nam będzie, kto z nami nie trzyma.

Dziewica 4

Ja nie wiem, jam jest słaba, wieczora dotrzymać
Trudno mi będzie, cóż dopiero słowa.

Dziewica 1

Ducha nie trać, za ciebie dotrzymamy wszystko.

Dziewica 3

A ja nie wiem, a ja już tak pewna nie jestem.
Bez wahanie twojego przywództwa nie przyjmę.

Dziewica 1

Boś zepsuta do głębi i marzysz o chłopach.
Ale teraz nie myślmy już o trudnych sprawach,
A zaśnijmy, spokojnie, przykryjmy się szczelnie,
Aby nas nie dostrzegli, gdyby tu wrócili.

Dziewica 2

Tak siostry, mądra rada, korzonków nazbieram,
Abyśmy się posilić mogły przed zaśnięciem,
A wy i dla mnie łoże na liściach uścielcie.

Dziewica 1

Idź, idź, a ty swą słabość połóż na listowiu
I zaśnij snem kamiennym, co wróci cię zdrowiu.

Dziewica 3

Jak cicho, ciepła ziemia, a ostatnie słońca
Promienie uderzają o źródełka tonie.
Dzień się niby już chyli, lecz nie widać końca.
Chłodna gałąź powiewa, chociaż las już płonie,
A my pod owe drzewa, co stoją na stronie
Złóżmy ciała strudzone.
Nie spierajmy się, siostro, kto teraz ma rację,
Odłóżmy wszystkie walki, kłótnie i oracje.
Daj mi rękę na zgodę, jeśli się spieramy,
To dla dobra ogółu, dla najświętszej prawdy.

Dziewica 1

Nie myślisz przecie, że tak łatwo do porządku przejdziemy nad twą zdradą dziewczyńskich naszych skarbów, przebaczenia żądasz, ale nie ma przebaczeń, lecz ostre narzędzie, które ci serce wydrze, co niegodne ciała.

Dziewica 3

Ach, co ty mówisz, jeszczem nigdy nie widziała
Cię w takim strasznym stanie. Nie to, że makijaż
Cię przedwczorajszy zmienił, lecz jeszcze w twych oczach
Coś się jarzy w czerwonym, ognistym kolorze.

Dziewica 1

Ja do ciebie nic nie mam, wierz mi, lecz porządek
Jakiś w świecie być musi i na wszystko kara,
A więc dziś umrzeć musisz nim ich zniknie wiara
W naszą świętą powinność. Dla nich się poświęcę
I dla nich cię zabiję.

Dziewica 3

                  Ach ty mnie zabijasz!

Dziewica 1

Nie inaczej.

Dziewica 3

            Narzędziem do krojenia chleba.

Dziewica 1

I tu masz siostro rację.

Dziewica 3

                  Więc się nie zlitujesz?

Dziewica 1

Nie. Giń podła zdrajczyni, Dla prawdy to czynię.

Stary wieszcz

I nagle wiatr zaświszcze na koronie drzewa,
Co przerazić by mogło najtwardszego chłopa,
Ale tej nie przerazi. Ile znieść potrzeba,
By uratować wszystkich przed straszną sromotą.
A ona tylko złoży i osłoni zwłoki,
Po czym w kierunku lasu odmierzy swe kroki.

Dziewica 2

Jak tu pięknie. Już śpicie? Więc na nic surówka
Z miłych ciału korzonków. Doczeka jasności,
A że bez majonezu, nie straci własności.
Jakie one są ciche, jak spokojnie leżą,
Jakby już dla nich jutro nie miało nastąpić.

Dziewica 1

Ach, jesteś, co ja widzę, przyniosłaś korzonki.
Lecz brak mi apetytu. Zwleczmy z tym do świtu.

Stary wieszcz

I kładą się, i więcej o niczym nie myślą.


P I E Ś Ń   2


Negatywo-krzyżak 1

Patataj, patataj. Podejrzewam, bracie, że zgubiliśmy się w puszczy, bowiem rozpoznaję to tutaj drzewo, patataj, patataj.

Negatywo-krzyżak 2

Nie bądź bracie defetystą. Ja jednak ciągle wierzę w naszego mistrza i nauczyciela, który po wielokroć już wyprowadzał nas z najdzikszych i najbardziej dziewiczych ostępów, patataj.

Negatywo-krzyżak 1

A gdzież on teraz jest, kiedy jego rady potrzebujemy. Czy aby nie wystawia nas na niebezpieczeństwo, na żer dla dziewic?

Negatywo-krzyżak 2

To prawda, gdzież on teraz? Ale nie, to być nie może, żeby od razu na żer.

Negatywo-krzyżak 1

Nie zauważyłeś bracie, jak on się czasem zamyśla i do siebie mówi po całych nocach, a słowa jego obco brzmią i niezrozumiale. Co jakiś czas słychać tylko: cnota, czystość, prostota i te rzeczy. Wiesz ty, bracie, co znaczą te wszystkie wyrazy?

Negatywo-krzyżak 2

Nie, ale jakieś straszne mi się zdają. Jakby najgorszą pożogą od nich wiało i zepsutym powietrzem. Jednak mniemam, iże nasz zwierzchnik właściwy z onych słów czyni użytek. (Na stronie.) Nie wiem, pewny nie jestem, co mówić, bowiem ów, z którym wiodę rozmowę, prowokacyjnie odzywa się, przeciw mistrzowi mówi. Najlepiej zrobię, jeśli zgadzać się z nim będę, choć niechętnie.

Negatywo-krzyżak 1

A czyś słyszał, bracie, jak on czasem lutnię w dłoń bierze? Ja już nie mówię, że lutnia niemęskim jest instrumentem, ale on na dodatek tak na niej gra, że rozmydla zrazu ochotę do walki naszych rycerzy najdzielniejszych, którzy się potem rozmarzeni snują po zamkowych zakamarkach i tak wzdychają tęsknie, że nijak im do głów wojaczka wrócić nie chce.

Negatywo-krzyżak 2

Czy to aby nie jest prawdą, że i ty lekcje gry na owym instrumencie u niego pobierasz?

Negatywo-krzyżak 1

Prawda to, zaprzeczyć nie mogę, ale czy potrafiłbyś odmówić propozycji mistrza naszego? Zresztą słyszałem również o tobie...

Negatywo-krzyżak 2

W porządku, nie spierajmy się. Faktem jest, że on ma dzięki swej lutni moc jakąś tajemną.

Negatywo-krzyżak 1

Oj ma, przyznać muszę, że sam się jej poddaję nie bez pewnych wzruszeń.

Negatywo-krzyżak 2

Co prawda to prawda, i ja czegoś takiego doznaję, ale popatrz, bracie, czy to nie czyjeś nogi spode krzaka wystają. (Ponownie na stronie.) Lepiej będzie, jeśli nagłą okażę ochotę. (Teraz głośno, do towarzysza swego.) Nie jest to aby okazja do jakiego niecnego czynu, bowiem ze kształtu i rozmiarów stóp wnoszę, iż są to stopy dziewicze.

Negatywo-krzyżak 1

Mnie również się widzi, że one stopy przynależą do jakiejś nieskalanej niewiasty, która skalaną być powinna. Przyskoczmy, patataj, do owej drzewiny, aby przykładnie pokalać tę, która dotąd w nieskalanym stanie pozostaje.

Negatywo-krzyżak 2

Przyskoczmy, bracie, patataj, patataj.

Negatywo-krzyżak 1

Ale cóż to, na czerń płaszcza mojego, jakaż ona chłodna i nieuczuciowa. Martwa niejako.

Negatywo-krzyżak 2

Jakiegoś gwałtownego wzburzenia w trzewiach doznaję, gdy tę śmierć z pokalaniem mam przed sobą. Czuję w tym dzieło naszego mistrza i nauczyciela, on bowiem najokrutniejszym jest z braci. Niby myśli, niby "prostota" mówi i "czystość", ale swoje wie i robi. Powiadam ci, bracie, niesłusznie na niego rzucasz cienie podejrzeń. Patataj. Patataj. Pojedźmy go szukać.

Stary wieszcz

I co dla jednych hańbą,
Dla innych zasługą,
Więc też rzucili bracia
Podejrzenia swoje,
Aby się spotkać z mistrzem
Niezadługo
I aby dzielić z nim po-
Społu utrudnienia codzienne,
Nawracania znoje.
A każdy się pilnował,
Aby też za głośno
Myśli nie wypowiedzieć
Nieopatrznie swojej.
Ale nim się odnajdą,
Mistrz martwą odnajdzie.

Kamrat z Waleń rodem

Gdzież są owi rycerze? Po całym lesie ich szukam. Tak sobie myślę, że lęk ich opadł, przebrzydłych złoczyńców. Nie chwaląc się, po tom ich do serca owej puszczy przywiódł, aby mógł ich opaść. Wyrzuty sumienia czuję wszakże niejednokrotnie, gdy w glistach owych żywe istoty dostrzegam. Prędko jednak myśl poprzednią odrzucam, bowiem ich zamiłowanie do gwałtu i przemocy tak bardzo odpychające jest dla mnie, który wywodzę się spośród owych najczystszych dziewic. Muszę jednak przyznać, że moja robota resocjalizacyjna zaczyna przynosić pozytywne rezultaty. Bracia owi, z którymi się tu błąkam, postanowili porzucić przemoc fizyczną i muzyce oraz sztukom plastycznym oddać się w pełni. Już też lekcje gry na lutni u mnie pobierają i śpiewu altowego. Ach, kiedy myślę teraz, że przynajmniej dwie dusze uratuję przed potępieniem wiecznym, przed ogniami piekielnymi, wtedy jakieś ciepło wokół serca mojego czuję i wiem, że całe moje poświęcenie, a także wiele lat wyrzeczeń i kłamstwa nie poszły na marne. Chyba usiędę na tym pniu zwalonym i zadumam się nad mą najbliższą przyszłością, może nawet zapłaczę tęsknie.

Stary wieszcz

I zadumany rycerz siada u strumienia,
Popatrzy w lustro wody, rybki kijem spłoszy
Nie zdając sobie sprawy, jak wokół się zmienia
Świat, jakie nowe idee się głosi,
Że postęp, że feudalizm powoli dożywa
Swego kresu, tu kijem ruszy, tam jagódkę zrywa.
I patrzy wstecz, i widzi zabaw towarzyszki,
I rodziców troskliwych, i z rodziny wszystkich,
I żal mu serce ściska i duszę wyrywa.
Płacze chłop łzą nieskrytą, gdy nagle dostrzega
Stopy dziewicze, ale nieco sine.
Zrywa się ze siedliska, do trupa podbiega,
Dotyka chłodne łono i z bólu zamiera,
On nie żaden oprawca! On tylko udaje!
Patrzcie, jak uczuciowy! Ile w nim cierpienia!
Skądże by w negatywnym tak oto krzyżaku
Wezbrała nagle litość z gwałtownością taką?

Kamrat z Waleń rodem

O dramacie rozdartej duszy mojej, ależ to trup zimny. Nie kto inny, jak dziewica to czysta. Ba, czysta, z pewnością zbrukana ona jest w tym momencie. Na toż ja poświęciłem niemało miesięcy, aby obraz ów straszny zobaczyć? Więc na nic całe moje uświadamianie. Oni wyłącznie mordować chcą. A ja już chciałem ich z pogromu zachować. Myślałem, że godni są jeszcze zbawienia, że nic jeszcze straconego. Ale sami tego chcieli. Czynem swoim niewybaczalnym udowodnili niezbicie, że białe krzyże na ich czarnych płaszczach są niczym innym jak białymi krzyżami na ich czarnych płaszczach. Przysięgam się tutaj, przy tym trupie, że wygubię wszystkich w imię towarzyszek mego dzieciństwa i wczesnej młodości. Ale oto jadą owi.


Ta strona korzysta z plików cookie. Więcej informacji, na ten temat, znajdziesz tutaj.
Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają pliki cookie, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.