Mirosław Orzechowski - Lekki Teatr Przenośny dawniej

Ewa Wickiemicza

Serce dziewiczej puszczy

tragedia opowiedziana przez starego bajarza z okolic Kłaja



R E Ż Y S E R I A:
???

S C E N O G R A F I A:
Mirosław Orzechowski

K O S T I U M Y:
Marzena Gajek-Gaj

M U Z Y K A:
Ryszard Brączek

ś W I A T Ł O:
Och!Marian

W Y S T Ę P U J Ą:
Stary wieszcz   -   Grzegorz Klejdysz
Wieszczka   -   Joanna Orzechowska
Głos   -   Och!Marian
Kamrat z Waleń rodem   -   Katarzyna Zagól
Negatywo-krzyżak 1   -   Edyta Kowalska
Negatywo-krzyżak 2   -   Paulina Korbut
Dziewica 1   -   Dagmara Madej
Dziewica 2   -   Maria Śmiszek
Dziewica 3   -   Mariola Kasprzyk
Dziewica 4   -   Pajdi

premiera - lipiec 2004

(Tekst z zaproszenia na premierę)

Czego kobiety szukają w ciemnym lesie?

Gdyby mnie kto zapytał, co jest myślą przewodnią "Serca dziewiczej puszczy", nie potrafiłbym na to odpowiedzieć. Nie chodzi mi jednak o to, że utwór jest o niczym. Już raczej w tym rzecz, że znajdujemy się w lesie, w gęstwie tytułowej puszczy dziewiczej, gdzie nie pomiędzy drzewami musimy kluczyć, ale między najważniejszymi dla nas wszystkich sprawami. Te wszystkie istotne problemy pojawiają się przed nami tak łatwo, że zrazu wydają się czymś trywialnym, mamy ochotę się z nich śmiać. Ale w pewnym momencie śmiech zamiera nieco na naszych ustach. I w tym momencie zaczyna się tragedia głównych bohaterów.

Po scenie błąka się tutaj dziewięć postaci, w trzech grupach. Mamy tu więc dwoje wieszczów, którzy jakoby wiodą narrację. Ale czy oni ją wiodą, czy ona ich, tego do końca pewni być nie możemy. Druga grupa to cztery dziewice, które uciekają przed swoimi prześladowcami, trzema negatywo-krzyżakami. Dlaczego negatywo i dlaczego krzyżakami, w to się tutaj nie zagłębiajmy. Ci trzej to krzewiciele postępu (jeśli wiecie, co oznacza słowo "postęp"), owe cztery to zwolenniczki przeszłości z jej dziecinną prostotą i czystością (choć czy do końca wiemy, co to jest "prostota" i "czystość"). Zetknięcie tych dwu tendencji bywa bolesne. Nie inaczej jest w dramacie Ewy Wickiemicz. Ale gorycz płynie tu jeszcze z innej strony, z powietrza niejako. Występuje tu bowiem postać, której faktycznie nie ma, choć czasem wtrąca się w akcję i niepokoi wszystkich.

Paradoksy, przypadki, ponura wizja naszej rzeczywistości. Naszej, choć wszystko niby dzieje się w średniowieczu. Ale może właśnie my żyjemy w jakichś mrokach średniowiecza? Może nam się tylko wydaje, że czasy mamy oświecone? A może jednocześnie jest to mrok i oświecenie, tak jak nie wiadomo, gdzie jest moc, gdzie słabość, gdzie jest czystość, gdzie brud moralny, gdzie wreszcie dobro a gdzie zło. W "Sercu..." widać pewne nawiązania do romantyzmu, a nawet konkretnie echa Konrada Wallenroda. Ale nie znajdzie się tutaj jasnego obrazu dobra i zła. Nie jest nawet jasne, przeciw czemu główny bohater - Kamrat z Waleń rodem - występuje, wiadomo natomiast, że osiąga swój cel, nie osiągając go, chroniąc zaś, niszczy osoby, którym chce zapewnić bezpieczeństwo.

Jeśli ktoś sądzi, że staram się zagmatwać sprawę, jest w błędzie. W rzeczywistości sprawa jest dużo bardziej skomplikowana.

Żeby dopełnić obrazu, trzeba powiedzieć, że jest to sztuka mądra, choć występująca czasem przeciw mądrości, jest to komedia, chociaż przecie postaciom wcale nie jest do śmiechu. Jest to sztuka sięgająca jądra naszej rzeczywistości, choć też w zamyśle jarmarczna.

Nie zagłębiając się dalej w rozważania, stwierdzić mogę jedynie, że to trzeba zobaczyć na własne oczy.

Grzegorz Ciumrakiewicz



Ta strona korzysta z plików cookie. Więcej informacji, na ten temat, znajdziesz tutaj.
Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają pliki cookie, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.