Mirosław Orzechowski - Lekki Teatr Przenośny dawniej

Łucja Firganek

Kurza melodia


(To tak ładnie wygląda, ale rzecz jest spisana orientacyjnie i po fakcie, jako że aktorzy stworzyli w głównej części "Kurzą melodię". Autorka podsunęła im tylko pomysł. Każdy występ przynosił coś nowego.)

osoby:

aktorzy:

Blond
Ruda
Bruna
Lis
Kogut

pracownicy teatru:

Marian (Och! Marian)
Reżyser

widzowie:

Frustrata
Firganek

Rzecz zaczyna się tym, że światło gaśnie, słychać straszliwy rumor, który po chwili przeradza się w delikatną muzykę. Słychać oklaski, które trwają czas jakiś. Kiedy się rozjaśnia. Cztery osoby się kłaniają ze sceny, rozsyłają uśmiechy i pocałunki. Trzy to kobiety: Blond(słodka idiotka), Ruda (raczej niechlujna) i Bruna (seks+erotyzm), czwarty to mężczyzna: Lis (artysta, w czarnej peruce, którą w dalszym ciągu zdejmie). W pewnym momencie jakiś widz próbuje się przebić przez oklaski ze swym głosem.
Musi też być jakiś podest. Byle jaki, żeby się tylko można było za nim skryć.

Frustrata: No dobra, skończyło się. Ale ja tu czegoś nie rozumiem.
Lis: Co mówiłeś? Marian! Wyłącz muzykę, bo nie słyszałem.
Muzyka się urywa.
Frustrata: Mówiłem, że nie rozumiem.
Lis: Coś nie tak? Ja od razu mówiłem, że z tą wiolonczelą to poroniony pomysł. Saksofon by był sto razy lepszy.
Ruda: A co to za różnica? Przecież i tak na niczym nie umiesz grać.
Frustrata: Nie no, wiolonczela jest w porządku, ale idei nie ma.
Lis: Jakiej idei? W tej sztuce nie ma idei? Przecież to klasyka. Jak w klasyce nie ma idei, to w czym ma być?
Frustrata: No wiesz, ale ja tu czuję pewien niedosyt. Można komuś na przykład dać w gębę, i wszystko w porządku, ale jak w tym nie ma idei, to się od razu jakoś głupio czujesz.
Lis: Chcesz powiedzieć, że ja mam się głupio czuć, że go zjadłem? To tak jakby się Makbet głupio czuł, że zadźgał kilka osób.
Bruna: Wiesz, ja nie jestem pewna, czy on się nie czuł głupio, szczególnie pod koniec.
Marian: Ja też od razu zauważyłem, że w tej waszej sztuce nie ma pointy. Gdybyś przynajmniej się na koniec pociął, jak Makbet.
Bruna: Pomyliłeś chyba sztuki. Makbet się sam nie pociął. Ja ci to mogę opowiedzieć...
Marian: A co to za różnica. Ważne, żeby jucha płynęła. Jak jest jucha i dynamit, to ludzie walą jak do kościoła. Wysadźcie wszystko na koniec i to będzie dopiero pointa.
Ruda: Puenty się mówi, puenty.
Lis: Chcesz puenty? Lis zjada Koguta i to właśnie jest puenta.
Marian: To jest za proste.
Frustrata: Właśnie, to jest za proste. Nie ma w tym nic dziwnego, że lis zjada koguta, ale ludzie przyszli do teatru, a nie na film przyrodniczy.
Bruna: Zbyt dosłownie to chyba rozumiecie. Ta cała sytuacja jest jedną wielką metaforą, że u podłoża wszelkich naszych działań jest seks. Przecież chyba wszyscy widzieli, że czytałam Freuda. No, widzieliście przecież?
To może nawet mieć coś wspólnego z aktem pożarcia praojca.
Ruda: Albo z męską potrzebą sikania na ognisko, co? A swoją drogą, czy wy rzeczywiście to czujecie?
Blond: Chcecie palić ognisko? To by była dopiero awangarda.
Lis: Oj, wytłumaczcie jej, że to była ironia.
Blond: No dobrze, ale to by była awangarda.
Kogut: Mogę już stąd wyjść? Będziecie się teraz kłócili, a ja chyba nogę skręciłem, jak skakałem z podestu. Nie mogę na niej stanąć.
Ruda: Jak masz skręconą nogę, to jak chcesz wejść na podest?
Lis: Nie przekreślaj go od razu, on się może jeszcze na rękach podciągnąć.
Kogut: To jak? Mam tu siedzieć? Strasznie ciągnie od podłogi.
Lis: A co ty myślisz o zakończeniu?
Kogut: Noga mnie boli.
Firganek: Ja się podpisuję obiema rękami pod zdaniem, które zostało tu już uprzednio wypowiedziane, że lis zdecydowanie nie powinien zjeść koguta. To takie prostackie i nic nie wnosi do sprawy.
Reżyser: Mogłabyś powtórzyć trochę wolniej, bo nie chwyciłam idei.
Firganek: Mówiłam, że kogut nie powinien być zjedzony.
Lis: Ale tu przecież o to chodzi, że koguta tak łatwo zjeść.
Ruda: Wiesz ile rzeczy łatwo zjeść.
Kogut: A jak moja mama piekła ciasto, to się nie dało.
Lis: Pewnie dlatego nie ma o tym sztuki. Chodźmy. To się staje żenujące.
Firganek: To jest łatwe, tak sobie po prostu uciec. A ja uważam, że mamy tutaj do czynienia z kopaniem leżącego.
Marian: O czym ty mówisz, kobieto? Kopanie leżącego jest wtedy, kiedy mężczyzna oszuka na scenie babę i ktoś z tego zrobi komedię. Ja już od dawna puszczam tu muzykę i mrugam światłami, to wiem. Jak się zje faceta, to wszystko w porządku.
Firganek: To jest spaczone widzenie dramaturgii.
Kogut: Samaś jest spaczona.
Blond: Słuchajcie, on się powinien we mnie zakochać. Potem bym go rzuciła i to by było śmieszne.
Lis: Aleś pieprznęła.
Blond: No co, czytałam kiedyś coś takiego i było całkiem dobre.
Bruna: Głupia jesteś. Autor tylko po to wprowadził Blond, żeby było kogo wyśmiać, a reżyser dobrze cię do tej roli dobrał.
Kogut: I to by była puenta: kogo grasz, takim się stajesz.
Lis: To już wiem, kto tak piał w garderobie.
Kogut: Nie wkurzaj mnie, bo jak cię...
Tutaj staje mocniej na skręconej stopie i od razu tego zaczyna żałować.
A niech to szlag...
Blond: Ale ja wam mówię, że ludziom by się to podobało, jakby było więcej o miłości.
Bruna: Ucisz się wreszcie. W sztuce powinno być więcej seksu.
Ruda: Pomyliłaś chyba teatr z peep showem.
Frustrata: To może byście z tego zrobili peep show.
Kogut: A może byśmy przenieśli akcję na jakąś stację kosmiczną, science fiction jest teraz modna.
Firganek: Widać od razu, że nie nadążasz za najnowszymi trendami. Science fiction jest teraz w odwrocie. Wszyscy teraz czytają literaturę fantasy.
Kogut: Bo ja wiem? To była tylko taka propozycja. Może być i fantasy, ale ja już nie będę skakał z tego podestu.
Frustrata: Ja uważam, że peep show byłby dobry.
Lis: No. Wy byście tańczyły na rurkach.
Bruna: A dlaczego nie wy? Mieliśmy przecież być teatrem awangardowym.
Lis: Czytałem kiedyś taką sztukę, strasznie była awangardowa. Moglibyśmy ją zagrać.
Blond: O czym? O czym?
Kogut: No wiesz, tam jest tak, że jeden facet z jedną babą...
Blond: Na scenie?
Reżyser: Też mi awangarda. Teraz już się wszędzie takie rzeczy robi.
Kogut: Oj, nie o to chodzi. Tylko nie pamiętam, jak się skończyło.
Lis: A jak się to może skończyć?
Firganek: O czym wy mówicie? Czy nie zauważyliście, że tu się dzieje coś niedobrego?
Kogut: No, ja to zauważyłem. Chyba mi puchnie.
Blond: Co ci puchnie?
Kogut: Noga mi puchnie.
Blond: A, noga.
Bruna: To może by wprowadzić coś z życia.
Lis: Z życia?! Ty to się zawsze z czymś wyrwiesz.
Ruda: Z jakiego życia? Tego by się nie dało oglądać. Teatr przez to jest piękny, że nie ma nic wspólnego z życiem. Jak jest za blisko życia, to się staje bieda-filmem, albo nawet bieda-życiem.
Firganek: Ja uważam, że teatr musi wychowywać widzów, musi ich czegoś uczyć. A czego nas nauczyła wasza sztuka?
Frustrata: Do szkoły chodzisz, bo musisz, a kto by im tu napędził widzów? Zresztą ja już wolę już taką komedyjkę, bo jej się przynajmniej da posłuchać..
Firganek: Posłuchać tak, ale zrozumieć się nie da.
Blond: Jak to, zrozumieć?
Firganek: To znaczy głębi żadnej nie widać.
Kogut: Głęboka studzienka, głęboko kopana,
A przy niej Józefa...

albo ktoś taki. Ja uważam, że moja postać była dość głęboka.
Ruda: Szczególnie jak piłeś. Mnie tam głębia nie potrzebna. Już lepiej jak jest przyjemnie. A poza tym ja lubię niezrozumiałe.
Kogut: No, ja też. Można się w środku przespać i nic nie stracisz, bo i tak nie wiesz, o co chodzi.
Ruda: Mężczyźni są prymitywni. A ja lubię się domyślać, o co chodzi. To jest nawet lepsze od krzyżówki, bo do krzyżówki nie każde słowo pasuje.
Kogut: Ty żeś jest prymitywna. Tylko byś krzyżówki rozwiązywała.
Bruna: Wiesz, ja też myślę, że aktor nie musi do końca rozumieć swojej roli.
Blond: No, no, ja też grałam i nie wiedziałam, co.
Bruna: Ja myślę o intuicji. To trochę tak jak boskie szaleństwo. Ty to co innego, ty jesteś po prostu głupia.
Blond: Sama jesteś głupia. Chwalisz się tylko na scenie, że umiesz czytać.
Bruna: Przynajmniej mam się czym chwalić.
Reżyser: Ależ panowie! No dobrze, panie też. Uspokójcie się. W porządku, sztuka jest nieudana, ale to nie jest powód, żeby od razu z tego robić tragedię. Ludziom się czasem całe życie nie udaje. Gdybyście nie powiedzieli głośno, że to jest chała, to może nikt by nie zauważył.
Lis: Stary, to nie jest takie złe. Jak komuś powiesz, że coś jest dobre, to będzie szukał słabych stron, a jak powiesz, że wszystko jest do bani, to ludzie będą się domyślali jakichś ukrytych treści, bo przecież nikt nie mówi publicznie, że to, co robi jest do niczego.
Ruda: Oczywiście. Przecież i tak ich oszukujemy.
Reżyser: Nie, ja bym tego nie nazywał od razu oszustwem. Jedni mówią tak zwaną prawdę, inni tak zwane kłamstwa, ale to wszystko jest tylko formą porozumiewania się. Zawsze chcesz coś powiedzieć, a coś innego ukryć.
Bruna: Ja jestem za całkowitą jawnością. Nie należy niczego ukrywać.
Ruda: To było widać, jak się rozbierałaś.
Marian: No. Szkoda, że twoja scena nie trwała dłużej.
Bruna: Z kim ja tu muszę pracować!
Blond: Jak to, z kim? Z nami.
Kogut: Nie kłóćcie się. Chodźmy do jakiegoś baru.
Blond: To tam teraz będziemy grać?
Kogut: Grać nie, ale możemy coś wypić.
Blond: A sztuka?
Lis: Jaka sztuka?
Blond: No, piękno, wzniosłość?
Lis: Jaka wzniosłość? W komedii?
Blond: No, chyba mi nie powiesz, że to była komedia. A miłość, a śmierć koguta?
Lis: Oj, to wszystko było tylko tak dla jaj.
Bruna: Słuchajcie, to może by już było lepiej, żeby kogut zjadł lisa, niby zazdrości czy coś takiego. Sprawiedliwie będzie. Przynajmniej ukaże się tego erotomana.
Ruda: Prawdziwa sztuka musi się opierać na paradoksach. Jak coś jest całkiem normalne, to nie jest sztuką.
Lis: Wy też chyba jesteście nie do końca zdrowe. Czy wyście się wychowały na serialach wenezuelskich. Przecież ja was chciałem tylko zjeść. Żaden seks nie wchodził w grę.
Ruda: Dlatego teatr i życie to co innego.
Bruna: Co ty myślisz, że my się dałyśmy nabrać na tę twoją impotencję?
Lis: To akurat rzeczywiście było kłamstwem.
Blond: A widzisz, zboczeńcu jeden!
Ruda: No, może nie do końca...
Bruna: No i co? Nawet gdyby to była tylko zbrodnia, to dlaczego zbrodnia ma popłacać?
Ruda: Wszędzie się udaje kogoś innego.
Lis: Bo na tym polega mięsożerność. Żresz szynę i nawet się nie zastanawiasz, że to zbrodnia. Tak samo nie zastanawiasz się nad kłamstwem i wieloma innymi rzeczami. Po prostu to robisz.
Bruna: To co, mięsożerny ma byś lepszy od wegetarianina?
Blond: Powiedz jeszcze, że masło jest zdrowsze od margaryny!
Bruna: Nie no, ty się nie odzywaj, bo już nikt nigdy do naszego teatru nie przyjdzie.
Ruda: Jak się wszędzie gra, to co do czego jest podobne?
Reżyser: Kończcie, panowie. Panie też kończcie. Ludzie chcą iść.
Kogut: Myślisz, że jak jesteś reżyserem, to tylko ty masz prawo coś powiedzieć? Ile można słuchać twoich pretensji: "Dykcja leży, dykcja leży", albo "Nie pij na próbie", albo "Wolisz dziwki i knajpy od teatru." A ty nie wolisz? Ale to my wychodzimy na transwestytów, a ty się kryjesz za naszymi plecami.
Blond: On nas obraża?
Bruna: Ucisz się, tym razem obraża kogo innego.
Reżyser: Gdyby nie ja, to byś się dalej taplał w brodziku swojego nędznego intelektu.
Kogut: Gdyby nie my, to do dzisiaj jeździłbyś tym swoim zdezelowanym małym fiatem, albo uczył dzieci po wiejskich szkółkach..
Firganek: Co za bzdura! Kłócicie się o nieistotne detale, a mnie chodzi o sprawę zasadniczą. Nie możecie zostawić takiego zakończenia, bo ono burzy harmonię całości.
Bruna: Jaką harmonię?
Firganek: To znaczy, nie burzy, ale dopełnia ten kielich z mętną wodą.
Kogut: Z jaką wodą?
Ruda: Słuchajcie. Ja to rozumiem. Na przykład jak się pisze wiersz to...
Bruna: Pisałaś wiersze?
Ruda: Pewnie, że pisałam. Każdy pisał. Słuchajcie. Jak się powie jedno słowo...
Bruna: Ja nie pisałam żadnych wierszy.
Kogut: Ale głupia, wiersze pisze.
Ruda: Nie piszę, tylko pisałam, a poza tym z wierszami jest tak jak z obmacywaniem się pod kołderką, każdy to kiedyś robił, tylko niektórzy z tego wyrastają, inni nie, a jeszcze inni się czerwienią, jak się o tym mówi, bo im się wydaje, że im przez to włosy między palcami urosły.
Kogut i lis patrzą odruchowo na dłonie.
Ale dajcie mi skończyć. Jak się powie pierwsze słowo, to dalsze mówią się same.
Blond: Nie rozumiem, ale czy to znaczy, że nic nie da się zmienić? Kogut musi być zjedzony?
Ruda: Oczywiście. Jak się powiedziało "A", to trzeba zjeść koguta.
Bruna: I myślisz, że nic się nie da odwrócić? To brzmi jak defetyzm.
Ruda: Można by jeszcze zjeść którąś kurę, ale Marian już powiedział, że w komedii by to było kopanie leżącego.
Blond: Jak się nie da nic zmienić, to co?
Lis: To koniec. Niech tak będzie, jak jest.
Firganek: To bez sensu. I wy chcecie tworzyć teatr?
Frustrata: Mówisz tak, jak zgwałcony krytyk.
Firganek: No nie, czy ktoś mógłby powiedzieć temu facetowi, żeby się nie odzywał?
Frustrata: Pewnie. Zgwałcony krytyk to taki, który się najpierw bawi na sztuce, a potem strasznie na nią napada.
Firganek: Ja na nią napadam!?
Reżyser: Słuchaj, ty całkiem dobrze kombinujesz. Komedia jest narzędziem gwałtu. Im więcej zgwałconych, tym lepiej.
Lis: Popatrz. Jeszcze na gwałcicieli wyszliśmy. Marian, puść jakąś muzykę, niech ludzie tego przynajmniej nie słyszą.
Znowu słychać cichą muzykę.
Bruna: Niech panie nie wychodzą, to była tylko metafora. On ciągle mówi metaforami.
Lis: Chodź.
Kogut: A peep show?
Lis: To by się od biedy dało zrobić, ale wiecie, że pół sezonu trwa zima, a my gramy po różnych budach. Jak one się będą rozbierały?
Lis i kogut wychodzą.
Blond: Tylko nie my! Tylko nie my!
Bruna: Czy ty myślałaś o absolutnym determinizmie?
Ruda: Absolutny, nie absolutny, ale jak by autora karmić z innego smoczka, to by pisał co innego. Nigdy nie wiadomo, co jest ważnym czynnikiem. To jest tak jak z moczem. Nigdy nie wiesz, do którego momentu twój pęcherz wytrzyma, która kropla go przepełni.
Bruna: To głupie. To się kupy nie trzyma.
Ruda: No i co z tego? Każda teoria wcześniej czy później okazuje się głupia. A kto je tworzy dla prawdy? Są głupie, ale najważniejsze, żeby w tej głupocie znaleźć jakieś piękno.
Wychodzą Ruda i Bruna.
Blond: Właśnie, piękno.
Wzrusza się, bo kto by się nie wzruszył na jej miejscu?
Bruna zza kulis: Ty akurat nic nie mów, bo nie wszystko, co głupie, jest od razu piękne.
Blond wychodząc za tamtymi zdecydowanym krokiem: No wiesz! Nie myśl sobie, że nie zrozumiałam, o co ci chodzi.


Ta strona korzysta z plików cookie. Więcej informacji, na ten temat, znajdziesz tutaj.
Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają pliki cookie, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.