Mirosław Orzechowski - galeria malarska - "kolekcja śląska"

kolekcja pierwsza

Kolekcja śląska jest w trakcie budowy. Pracuję nad nią od lipca 2004 roku. Do dnia dzisiejszego trafiłem wraz z moimi przyborami malarskimi do kilku miast. Pierwszy był Chorzów z jego elegancką centralną ulicą Wolności, secesyjną zabudową placu Matejki i ulicy Sobieskiego, olśniewającą swoją kolorystyką ulicą Hajducką czy też boczną i bardzo mało reprezentacyjną Cmentarną.

Potem sięgnąłem po zupełnie odmienne, jakby zupełnie nie śląskie, Tarnowskie Góry. Tutaj znalazłem atmosferę jakby przeniesioną z krakowskiego Kazimierza. Nie myślę tu o "żydowskości" tej dzielnicy, ale o leniwym biegu spraw mimo całej ruchliwości tego miejsca. To oczywiście tylko spostrzeżenie przechodnia.

Po drodze zajrzałem do Piekar Śląskich, ale nie do sanktuarium, drogi krzyżowej czy też głównej ulicy. Zafascynowała mnie ulica prowadząca w szczere pola, obok jakichś wysypisk obrośniętych wysokimi i natrętnymi chwastami. Nie dlatego jednakże, że dostrzegłem w tym brzydotę, która by miała wstrząsać. Już raczej nonsens kamienicy stojącej ni stąd ni zowąd w samym środku pola. I puste, rozległe przestrzenie nieużytków. Tak pamiętam Śląsk z moich pierwszych z nim kontaktów w latach sześćdziesiątych dwudziestego wieku.


kolekcja druga

Przypomniały mi się tamte czasy także podczas moich wizyt w Świętochłowicach, w Lipinach, które nie są najbogatszą dzielnicą. Jeśli jednak nie myśleć o niedostatkach tego miejsca, o biedzie, nawet o niebezpieczeństwie przebywania w tym miejscu w pewnych porach, okazuje się, że jest to urokliwe miejsce, jak cały Śląsk pełne zadziwiających układów barwnych i dramatycznych form przestrzennych.

No cóż, o pięknie Lipin chyba jeszcze nikogo nie udało mi się przekonać, ale nadal nie tracę nadziei. O pięknie Nikiszowca nikogo przekonywać nie potrzeba. Miniaturowe miasto z jasnym układem urbanistycznym, podcieniami, łukami i... kominami wieńczącymi perspektywy ulic.

W tym roku trafiłem wreszcie do Bytomia, miasta o okazałych budowlach z jednej strony, ale jakby chorego, tracącego nagle oddech. Poza ruchliwymi ulicami i placami, poza skrytą w gąszczu śródmieścia Operą Śląską, martwe budynki, zatkane płytami pilśniowymi otwory okienne, zamurowane otwory najniższej kondygnacji i ostrzeżenia: "Uwaga! Grozi zawaleniem." Tutaj też zobaczyłem na ulicy archaiczny wóz tramwajowy, jakim jeździłem w latach sześćdziesiątych po Krakowie.



Ta strona korzysta z plików cookie. Więcej informacji, na ten temat, znajdziesz tutaj.
Jeśli chcesz zrezygnować z korzyści, które dają pliki cookie, możesz to zrobić, zmieniając ustawienia swojej przeglądarki. Korzystając ze strony wyrażasz zgodę na używanie cookie, zgodnie z aktualnymi ustawieniami przeglądarki.